Książki przeczytane (I kwartał 2019 r.)

O. Steinhauer: Wszystkie stare noże (drugi raz z braku laku)

H. Bakuła: Seks na kredyt czyli jak dostać gratis

Ch. King: O północy w Pera Palce. Narodziny współczesnego Stambułu (niezła, z nutą nostalgii, nie tylko dla tych co tam byli)

T. French: Ostatni intruz

J. Pałkiewicz: Sztuka przetrwania w mieście

I. Buruma: Śmierć w Amsterdamie. Zabójstwo Theo van Gogha i granice tolerancji (trochę tłumaczy autor, że z tą tolerancją to i w Holandii to różnie jezd)…

A. Sapkowski: Wiedźmin. Sezon burz

J. Carey: Strzała Kusziela

G. Staalesen: Zimne serca

J. Allyn: Opowieść o 47 roninach (stara japońska story o lojalności, honorze i zemście opowiedziana dla współczesnego czytelnika, ciekawe)

P. Niemczyk: Szósta rano: kto puka? Jak ojczyzna Solidarności zmienia się w państwo policyjne (dobra podsumowująca książka z zacięciem naukowym nawet, napisana przez byłego członka Wolności i Pokoju i pracownika UOP)

K. Kesey: Lot nad kukułczym gniazdem (no stare, ale zawsze coś nowego w  tej książce znajduję)

N. Gaiman: Amerykańscy bogowie (dziwna, przeczytałem, ale rufy nie urywa, inna rzecz że nie kumam o co w niej chodziło, być może o nasycenie jej wątkami religijno-mitologicznymi, może ktoś mnie objaśni o co cho w niej, domyślam się, że fylm spowodował jej popularność)

G. Lackberg: Kamieniarz

T. Konwicki: Kompleks polski

Jak błądzić skutecznie? Prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską (polecam, choć ostrożnie bo on nadaje na moich falach, a rozumiem, że może mieć kontrowersyjne poglądy)

E. Gessen: Drogi, których nie wybieramy (ciekawe wspomnienia Żydówki z Białegostoku)

A. Szpila: Bardo (no szpila, dla nas wszystkich w tej książce, groteska ale dająca do myślenia).

Ano ostatnio zapieprz taki, że z trudem wysmażam nawet tę standardową notkę. To dla nielicznych PT Czytelników, aby jednak czasem jeszcze zajrzeli do lekko podupadłego bloga – może wena i czas przyfruną, niechby nawet ciężko 😉

 

 

Reklamy

Socyologia (gwary więziennej) nasza codzienna CXIV

Miejsce: budka w której kupuję (za często) piwo.

Osoby: starsza pani, sprzedawczyni, słodka dwulatka z wiatrem w tyłku, niżej podpisany.

Wchodzę, mówię „dzieńdobry” i zaglądam w ciemny kąt czy jest moje piwo (stoi w lodówce za metalową kratą, w kącie). Zaglądając do lodówki zauważam szarpiącą kartę z zacięciem słodką dwulatkę. Pani starsza widząc, że mała będzie szarpać kratę aż coś wyszarpie uwodzi ją w przeciwległy kąt (to babcia i wnuczka jak się okaże). Proszę o piwa sprzedawczynię i robię sympatyczne (tak myślę) małpie miny do zainteresowanego mną dzieciaka (to na chwile małą uspokaja, ale na chwilę). Płacę i odbierając resztę (sprzedawczyni ma wyjątkowo minę cierpiętnicy, ale wkrótce dowiem się, że nie chodzi o brak drobnych) i pakując piwa do torby słyszę dalszy ciąg monologu starszej pani: – No i daję jej sto złotych, no i mówię jej, ale to jest na jedzenie dla ciebie, a nie dla cwela! Bo cwel ma trzecią pracę w ciągu miesiąca, a to w myjni, a to w pizzerni, a to czort wie gdzie! Wychodzę błogosławiąc niewielki rozmiar budki i ciszę, którą zastałem za jej drzwiami. Wyjątkowo szybciej wyszedłem niż się odezwałem, a miałem na końcu języka uwagę dla pani starszej, że ten „cwel” zapłodnił jej córkę i dał jej jednak całkiem udaną wnuczkę…

Na chwilę

– Musimy być szczęśliwi?

– Czym jest szczęście?

Skądże. Najczęściej nie jesteśmy. Zresztą co ja mogę powiedzieć o szczęściu? Ja, na starość tak bardzo złakniony? (śmiech)

Muśnięciem. Przebłyskiem w szarzyźnie rzeczywistości. Wiatrem w polu.

– Musnęło pana kiedyś?

To zdarzyło się w liceum, gdy trafiłem pod opiekę dziadków. Doświadczałem wtedy bardzo gorzkiego życia. Życia, które smakowało jak popiół. Był, pamiętam dobrze, 1967 rok, bo gorąco dyskutowaliśmy o wojnie izraelsko-palestyńskiej, która właśnie wybuchła. Czerwiec, jedziemy na szkolną wycieczkę. Objeżdżamy prawie całą Polskę. Wracamy o świcie. Wchodzę do swego pokoju, a tu stoi talerzyk z truskawkami. Babcia nazbierała ich wieczorem, wiedząc że przyjadę. Może to krowie, sentymentalne, ale naprawdę tak arcyważne w moim życiu. Te truskawki czekające na mnie to był moment szczęścia.

Tak jak Arystoteles mówił, że wieczność dana jest w przebłyskach, tak i szczęście jest na chwilę. Pragnienie, by się stało na zawsze, na zawsze trwało, jest złudzeniem. Bo nie ma nic bardziej kruchego i nietrwałego niż szczęście. Nic mniej pewnego i wymagającego większej aktywności.

Z prof. Zbigniewem Mikołejką, filozofem, rozmawia Aleksandra Klich (GW 2010)

Więc…

nic się nie dzieje, stara dobra ciotka – nuda… Komp się popsuł, trochę czytam, wcale nie piszę, z myśleniem ciężko, trochę ze znudzeniem przestawiam figury szachowe, mam nasmork i takowe podejście do właściwie wszystkiego, trochę się upiłem, ale słabo, no i jeszcze żyję. Musi czasem być nudno. Tęsknię za wiosną, rowerem i światłem…

Książki przeczytane (IV kwartał 2018 r.)

J. S. Łątka: Sulejman II Wspaniały i jego czasy. Złota epoka muzułmańskiej Porty
s. M. Chmielewska: Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie. Rozmawiają Błażej Strzelczyk i Piotr Żyłka
Sz. Hołównia: Bóg. Życie i twórczość
S. Brockmann: Przynęta doskonała
K. Varga: Sonnenberg
B. Akunin: Fantastyka
C. Thubron: Góra w Tybecie. Pielgrzymka na święty szczyt
M. Dąbrowska: Noce i dnie (pińc tomów, uff)
Grygier Jakiś tam: Nie myśl, że nie wrócą
A. Janowski: Podwójna przynęta
W. Myśliwski: Icho Igielne
P. Dudziński: Szachy wojenne 1939-1945
M. Wańkowicz: Wojna i pióro
E. W. Hildick: Ptaszek Jones
A. Szirow: Ogień na szachownicy
J. Krakauer: Pod sztandarami nieba. Wiara, która zabija (reportaż historyczny o mormonach)
K. Alichnowicz: „Miejsce dla kpiarza”. Satyra w latach 1948-1955
750 x gra półsłówek. Red. Zyta Pielona. Wydawn. Wolna Pagina (!!!)
A. Wiśniewski-Snerg: Nagi cel
R. Bryndal: Księga dobrych tekstów
Smak grozy. Wybór S. Działowicz
E. U. Weizsacker, A. Wijkmannn i in.: Ejże! Kapitalizm, krótkowzroczność, populacja i zniszczenie planety. Raport Klubu Rzymskiego
M. Nitkiewicz, P. Opaska: Przez świat na rowerach w dwa lata. Rok I: z Polski przez Iran do Tybetu.

Przeczytałem 99 książki i przejechałem 1740 km rowerem w 2018 r.

Zapiski schizofrenika CXXXIII

Wywlókł swe zwłoki zza biurka i człapał w listopadowej breji (brei?) na przystanek tramwajowy. A tu światełka, a tam dżinglo-bele dzwoniom, a tu kuszom wystawy laptopamy albo i chińszczyzną (dla niepoznaki opakowaną w duńszczyznę). Oddał się odwiecznym rozważaniom pomiędzy być czy mieć czyli co na obiad a czego brakuje w lodówce. Rozważania były o tyle nieistotne, że był tylko jeden sklep spożywczy na trasie i to taki do którego strach wchodzić o tej porze (w ogóle strach wchodzić, ale po południu kiedy wygłodniała horda japiszoństwa wylazła żądna żarcia to już w ogóle, choć ta długa ściana z alkoholem, kto wie)… Spostrzegł tego współczesnego mnicha który stał zrezygnowany na rogu w cienkiej kurtce z wystającą do ziemi długą, płócienną, kremową sukienką (chałatem? no bo przecież nie sutanną, ta jak sama nazwa wskazuje jest bardziej suta). Śnieg zaprószył mu grube rogowe okulary na pociągłej, chudej twarzy, trzymał jakiś plecak czy torbę i stał jakby lekko zrezygnowany. Ludzie mijali go kryjąc twarze w kołnierze. Wyglądał jak zagubione dziecko żyrafy. Podszedłem miętoląc lekko banknot (o najniższym nominale) i wydukałem, że jeśli się nie obrazi to proszę aby przyjął ten datek. Po dłuższej chwili ożywił się pomimo śniegu obejrzał ofiarę i ożywiony chciał mi koniecznie „for friends” (z silnym ukraińskim akcentem) dać opasłą Pieśń Pana. Nie wziąłem, nie tylko dlatego że wiedziałem, że nie przebrnę (dawno temu próbowałem), wmusił mi broszurkę o podróżach na inne planety dzięki praktykowaniu jogi. Uśmiechałem się do siebie w tramwaju, bo przypomniały mi się moje książki zbójeckie z wczesnej młodości o tym, że w latach dziewięćdziesiątych to wycieczki szkolne będą latać na Marsa (na a na Księżyc to w ramach zajęć z astronomii czy innej astronautyki), a w głowie wyświetlał mi się koniec jakiegoś filmu z Jerzym Stuhrem, któren schronił się przed rodziną harekrisznując na przystanku w Krakowie (z akcentem na pierwszą sylabę proszę to głośno odczytywać)… W KRAkowie…  O, tak dobrze!